GG:
Mail: cz.porycki@solarisnet.pl
Telefon: +48 (89) 541-31-17
(w godz: 9:00 - 15:00)
Zobacz wszystkie zapowiedzi »
Kiedy utalentowana aktorka metodyczna odzyskuje świadomość na przyjęciu w ekskluzywnym klubie, początkowo nie przejmuje się lukami w pamięci, w końcu każdy normalny człowiek musi czasem „odwalić ciemnię”. Jednak gdy grana przez nią postać zaczyna przejmować kontrolę, wie już, że coś jest nie w porządku. Kto jest zatem kim i co działo się przez ostatni tydzień, który dla głównej bohaterki jest w większości czarną dziurą?
Powieści mają to do siebie, że zwykle opierają się na fabule, wokół której krąży wszystko inne. Czasem rolę takiej osi odgrywa wykreowany świat. Lecz bywa i tak, że tę funkcję przejmuje jakaś filozofia lub problem psychologiczny. Tak się właśnie stało w „Głupcach” – zarówno dosyć biedna fabuła, jak i cała budowa świata są podporządkowane futurystycznym rozważaniom na temat osobowości, jaźni, ich przenoszenia, tworzenia oraz wszystkiego, co się z tym wiąże. W żadnym wypadku nie jest to jednak zarzut – osobiście właśnie odkryłem, że nie potrzebuję dobrej historii, by książka mnie wciągnęła.
Cóż to, konkretnie, za problemy? Chociażby takie, ile osobowości pomieści jedno ciało. A jeśli są już dwie lub trzy, to czy muszą o sobie nawzajem wiedzieć? Czy każda z nich może myśleć, że jest tą jedyną, a przynajmniej główną? Na ile autonomiczna jest osobowość, która stanowi jedynie kamuflaż? Co robić, kiedy taka „nakładka” przejmie kontrolę nad ciałem? I właściwie, co z samym fizycznym jestestwem? Czy każda jaźń poradzi sobie z czasem nieswoim, niepasującym, organicznym opakowaniem?
Takie, między innymi, pytania będzie musiał zadać sobie czytelnik podczas zagłębiania się w świat przyszłości, w którym ćpa się już nie kokainę, heroinę czy marihuanę, ale cudze wspomnienia. Są one na sprzedaż, podobnie jak indywidualne zdolności czy talenty. Można sprzedać się na części, reprodukować swoje przymioty ducha i umysłu i przekazywać je dalej. Ale gdzie jest granica? Kiedy pozostajemy sobą z dodatkiem cudzego talentu malarskiego, a kiedy stajemy się malarzem, od którego ten talent pochodzi? W świecie „Głupców” stymulacja i manipulacja umysłem to potężny biznes – za odpowiednią opłatą można przeżyć jeszcze raz któreś ze swoich zatartych wspomnień, uczynić zadość perwersyjnym pragnieniom czy, na przykład, zobaczyć Boga w umysłowej symulacji. Można spotkać się „psyche w psyche” z innym człowiekiem, co jest niekiedy bardziej intymne od stosunku seksualnego.
Pat Cadigan porusza w „Głupcach” bardzo interesującą kwestię możliwości ludzkiego umysłu i ich wykorzystania w codziennym życiu, z dala od naukowców i ich laboratoriów. Wskazuje na prawdopodobne zagrożenia i korzyści z tym związane. Przestał istnieć problem pilnowania pilnujących, za to pojawił się inny: gdzie jest wolność, jeśli pilnują wszyscy, choć wcale o tym nie wiedzą.
„Głupcy” doskonale wpisują się w profil wydawnictwa Solaris. Zawsze, gdy sięgam po którąś z książek przez nich wydanych, wiem, że być może lektura nie będzie łatwa, lecz zawsze będzie ambitnie, ciekawie, inspirująco i refleksyjnie. Taka jest również powieść Pat Cadigan – wymagająca, ale dająca do myślenia. Nie wiem, czy czyni to pisarkę od razu „królową cyberpunku”, niemniej z pewnością ma ona duży wkład w rozwój gatunku.
Łukasz Szatkowski
RECENZJA ZAGINIONA BIBLIOTEKA
Pat Cadigan bezsprzecznie należy do czołówki najlepszych pisarzy cyberpunkowych. Dwa razy otrzymała nagrodę Arthura C. Clarke’a, za powieść „Wgrzesznicy” oraz recenzowany obecnie tytuł – „Głupcy”. Wiele wody w Wiśle upłynęło od czasu napisania tych książek oraz od przyznania wspomnianych nagród, ale chyba mógłbym sobie zaprzeczyć, gdybym sam siebie zapytał czy te powieści się zestarzały, zdezaktualizowały. Piszę tu o obu pozycjach, ponieważ względnie niedawno, w ubiegłym roku mianowicie, miałem niekłamaną przyjemność przeczytać „Wgrzeszników”. Niedawno skończona lektura „Głupców” również nie była mordęgą, wręcz przeciwnie.
Taki cyberpunk się nie starzeje. Trudno w nim o wynalazki, które w latach 90’ mogłyby być czymś w rodzaju już widocznych na horyzoncie, aczkolwiek jeszcze odległych gadżetów, które obecnie byłyby tanim i powszechnie dostępnym gizmo (jak laptopy lub telefony komórkowe). Proza Cadigan nie należy do gadżeciarskich czy też efekciarskich. Brak tu działających na wyobraźnię, podnoszących czytelniczą adrenalinę strzelanin czy też innych soczystych, brutalnych scen akcji. Proza Cadigan to przede wszystkim od podstaw zdekonstruowana rzeczywistość (na poziomie języka powieści) przetworzona w bardzo interesujący, literacki byt. Świat przedstawiony nie opiera się na malowniczych opisach. Są one w zasadzie całkiem proste, ale, dzięki zakręconemu metajęzykowi powieści, dość sugestywne. Autorka „Głupców” używa języka wykreowanego na potrzeby tego świata, który w recenzowanej powieści jest światem nieokreślonej przyszłości, w której niezwykle chodliwym towarem są fragmenty osobowości oraz cudze wspomnienia. Fabuła „Wgrzeszników” opierała się walce z korporacją medyczną i miała dość sztywne ramy czasowe oraz fabularne. Fabuła „Głupców” jest prowadzona w konwencji cyberpunkowego czarnego kryminału i jest jednak trochę bardziej poszatkowana stylistycznie (prowadzone jednocześnie trzy oddzielne punkty widzenia w zależności od wiodącej osobowości) . Gdyby wycisnąć ilość lokacji odwiedzanych przez główną bohaterkę w trakcie trwania całej powieści, wyjdzie nam zaledwie kilka, może kilkanaście miejsc. Sama intensywność akcji również nie jest porywająca. Fascynujące jest, że na tak małej przestrzeni świata autorka przeprowadziła skomplikowaną i zmuszającą do myślenia intrygę (i nie jest to antyczny dramat!), ale trzeba przyznać, że sprzyja temu konstrukcja świata. Świat ten został zarażony ideą, a także technologią, która pozwalała na wyssanie osobowości człowieka i sprzedanie jej komuś innemu. Osobowości można powielać, szatkować, wzbogacać, przeszczepiać, a nawet zamieniać w obrębie jednego ciała. Można je też modyfikować. Chcemy zaimplantować sobie czyjąś fascynację muzyką? Nie ma problemu. Fetysz ssanie stóp na zawołanie? Dlaczego nie. Świeżutkie wspomnienie kilkugodzinnego orgazmu, prosto z pierwszej ręki? Już się robi. Należy jednak uważać, bo ktoś wciśnie nam wspomnieniowy szajs i potem bez prania mózgu się nie obejdzie, oj nie. Jak na cyberpunk przystało świat Cadigan jest brutalny. Wyjmą Ci oczy, wpuszczą przewody do nerwu wzrokowego i kicha. Podobne nieprzyjemności spotykają między innymi trzy osoby: Marceline, wspomnieniową ćpunkę; Mersine, psychopolicjantkę; Marvę, aktorkę metodyczną. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że… ale w tym momencie czytelnikowi zepsułbym lekturę.
Warto odkrywać świat „Głupców” pełen wspomnieniowych melin, szatkarni, sieczkarni, lombardów, „psycha w psychę” burdeli (pełnych kogucików!) czy też innych, kopanych salonów fetyszu. Jak wspomniałem, osobowość można modyfikować, Cadigan dość sugestywnie prezentuje możliwości takich machinacji. Podobają mi się też detale opisów, jak: unikanie hologramów, intymne spotkania „psycha w psychę”, proceder eskortowania, czy też bardzo ciekawy element tego świata, czyli spięte łańcuchem małżeństwa cebulopałów. Mimo oszczędności opisów świat „Głupców” jest jednak bogaty, a samą powieść czytało mi się znacznie lepiej od wcześniejszych „Wgrzeszników”. Jako ciekawostkę podam fakt, że w trakcie lektury książki udałem się do kina na „Incepcję”. Uderzyła mnie wówczas pewna zbieżność pomysłów. W filmie eksplorowano przestrzeń snu, kradziono z niego tajemnice lub przeciwnie, wszczepiano pewne idee. W książce, w podobny sposób jest eksplorowana cała osobowość człowieka, z tą różnicą, że ową osobowość można było dowolnie zmodyfikować. Lub nawet ukraść. A następnie sprzedać. Nie wiem, czy scenarzysta „Incepcji” czytał „Głupców”, ale gdyby to zrobił, to film, sam w sobie bardzo dobry, na pewno jeszcze by na tym zyskał.
Podsumowując. Książka może nie robi jakiegoś specjalnego szału. Nie każdy będzie w stanie przebić się przez specyficzny metajęzyk powieści. Nie każdy też specjalnie przepada za hardcorowym cyberpunkiem, a proza Cadigan z pewnością zalicza się do tego nurtu. Ja jednak znalazłem tu coś dla siebie. Lektura była przyjemna i na pewno będę ją polecał moim znajomym. Myślę, że warto dać temu tytułowi szansę, bo to jest zwyczajnie dobrze napisana literatura. Jestem na tak.
Paweł Świątek
RECENZJA Fantasta.pl
Głupcy Pat Cadigan to powieść utrzymana w klimacie cyberpunka, gdzie człowiek staje się ofiarą postępu cywilizacyjnego, którego udało mu się dokonać. Polskiego wydania (skądinąd bardzo przyzwoitego estetycznie) książka doczekała się dopiero osiemnaście lat po premierze amerykańskiej, w lipcu 2010 roku. To istotne z perspektywy oceny Głupców – w 1992 roku wymyślenie takiej rzeczywistości wymagało zapewne większej wyobraźni niż dziś.
Na imprezie w snobistycznym, ekskluzywnym klubie poznajemy Marvę – zblazowaną i bardzo pewną siebie aktorkę metodyczną, intensywnie poszukującą swojego menadżera. Obserwując przebieg wydarzeń na przyjęciu, kobieta szybko orientuje się, że coś jest nie tak. Ludzie zachowują się na jej widok dziwnie, ubrania, które ma na sobie wydają się nie należeć do niej. W końcu Marva znajduje w kieszeniach pliki banknotów, a w umyśle wspomnienie o popełnionym przez siebie morderstwie i zaczyna powoli zdawać sobie sprawę z rozmiaru tarapatów, w jakie wpadła. Wówczas rozpoczyna się przedziwna, pełna technologicznych zawiłości historia o poszukiwaniu skradzionej tożsamości i o tym, jak nieprzewidywalnym i wielowarstwowym narzędziem może okazać się ludzki umysł. Pat Cadigan pokazuje i podkreśla rolę wspomnień w budowaniu świadomości człowieka – bez nich jest zagubiony, nie wie gdzie iść, jak postępować, staje się nikim. Myśl pozbawiona empirycznego trzonu przeszłości jest niemal bezużyteczna. Pomaga doraźnie uporać się z zagrożeniem, nie jest jednak w stanie go skutecznie zwalczyć.
W prozie Cadigan dostrzegłam bardzo irytującą, dosyć trudną do klarownego opisania manierę obojętności wobec świata przedstawionego. Włamujemy się ludziom do głów, latamy taksówkami, handlujemy neurozą, a wszystko to w tłumie hologramowych rybek. Normalka! Normalka podkreślana tak często i nachalnie, że czytelnik doskonale wie, gdzie ma zwrócić uwagę na kolejną genialną innowację spłodzoną przez kreatywny umysł pisarki. To niepotrzebny zabieg, który paradoksalnie przeszkadza czytelnikowi zanurzyć się w akcji i naturalnie podążać za bohaterami w ich rzeczywistości. Czasami mimowolnie przypominałam sobie animowany serial The Jetsons, produkcji Hanna-Barbera, w którym występowała identyczna tendencja. W kreskówce była akceptowalna, w powieści niekoniecznie.
Największą wadą książki jest język, zwłaszcza jeśli chodzi o leksykę. Trudno obwiniać tu autorkę, myślę, że to raczej kwestia nieudanego tłumaczenia. Zastosowano wyrażenia mowy potocznej, których w zasadzie się już nie słyszy. Używane z interpunkcyjną częstotliwością „o raju” doprowadzało mnie do szału. Wypadałoby się również zdecydować – eufemizmy, czy wulgaryzmy. K..wa nie może być stosowana wymiennie z kurką, a po..any z kopanym. Taki synkretyzm to grząski grunt, na który wchodzić mogą, nie bez ryzyka, tylko bardzo sprawni literaci. W przypadku Głupców nie wygląda mi to jednak na świadomą stylizację – to po prostu brak konsekwencji językowej i niechlujstwo.
Opowieść nie należy raczej do ambitnych i wielopoziomowych – wydaje się, że autorka pozostając pod wrażeniem kilku wymyślonych przez siebie futurystycznych rozwiązań odpuściła sobie prozaiczną, prozatorską pracę. Prostą fabułę można wybaczyć, ma bowiem sens, nie rozłazi się w szwach. Czytelnik – na tyle, na ile to możliwe w świecie, w którym można uprowadzić komuś umysł - rozumie co się dzieje. O wiele gorzej ma się chaotyczna i siermiężna konstrukcja postaci. Ludzie zachowują się kompletnie nieprzewidywalnie, wykazując sprzeczne cechy osobowości. Ich charaktery są pojemne, elastyczne. Tak elastyczne, że mogłyby należeć do kogokolwiek innego. Domyślam się, że w przypadku głównej bohaterki, borykającej się z podwójną tożsamością to mógł być zamierzony efekt, który zwróciłby uwagę na skomplikowanie ludzkiej natury. Nie udało się jednak – Marva nie sprawia wrażenia postaci wielowymiarowej. Wydaje się być jedynie nieprzemyślana, niedopracowana, a przez to mało wyrazista. To olbrzymia strata. Szalony pomysł „mobilnej” jaźni, która może być odłączona od właściciela mógłby stać się wspaniałym pretekstem do stworzenia oryginalnej powieści psychologicznej, która wyszłaby poza ramy fantastyczno-naukowej niszy.
Rzeczą na którą zwróciłam uwagę, jest miasto – jeden z niewielu uniwersalnych elementów fabuły. Opisy miast spotykane w literaturze, niezależnie od tego, czy dotyczą starożytnego Rzymu, czy dzisiejszego Nowego Jorku zazwyczaj są podobne. Nie inaczej jest u Cadigan: to kojąco pospolita dżungla wyposażona w nowe zabawki.
Co ciekawe, z wiadomości udostępnionych przez wydawcę wynika, że Cadigan przez wielu krytyków akademickich uznawana jest za jedną z czołowych pisarek feministycznych. Informacja jest dość enigmatyczna, a w Głupcach pokrycia raczej nie znajduje. Zastanawiam się, czy odpowiedzią na ową „feministyczną zagadkę” jest reszta twórczości amerykańskiej pisarki, czy może opinia jest wynikiem marketingowego nadużycia opartego na błędnym rachunku: kobieta plus sukces równa się feminizm. Nie ma tak prosto. Akademicy zazwyczaj o tym wiedzą, wydawcy niekoniecznie.
Cały mój krytycyzm wydaje się być odosobniony. Pat Cadigan jest bowiem autorką uznaną i nagradzaną, zwłaszcza przez środowiska literackie związane science-fiction i cyberpunkiem.
Powieści nie polecałabym osobom, które dopiero zaczynają przygodę z literaturą tego typu. Głupcy mają bowiem więcej cech dobrej książki cyberpunkowej, niż dobrej książki w ogóle. Żeby docenić twórczość Cadigan trzeba umieć dostrzegać uroki zanurzonych w przyszłości światów i technologii, o których człowiek na razie tylko śni. W swoim nurcie Głupcy zdecydowanie potrafią się obronić, a wyrobieni wielbiciele gatunku na pewno nie będą zawiedzeni.
Tak więc do zobaczenia na podmieściu. Koniecznie psycha w psychę.
Zuzanna Reszka